20 maja 2020

Łapacz snów

Witam serdecznie wszystkich Czytelników mojego bloga 😍
Dobre pięć tygodni upłynęło mi na ... 
właściwie nie wiem na czym, co byłoby godne Waszej uwagi.
Zdrowie słabsze, nastrój "pod psem", a myśli rozbiegane.

Bez zbędnego pisania przedstawiam rozweselający łapacz snów.


Trzydziestocentymetrową obręcz wypełniłam dwoma odcieniami turkusu,
doczepiłam wstążeczki, koronki, pasmanteryjne ząbki, sznurki, koraliki
i dekoracja ściany gotowa.


Od jakiegoś czasu takie dekoracje niektórym osobom się podobają,
więc szydełkuję nie tylko "do szuflady", ale i na ścianę. 😉 😊


A Wy co myślicie o takich dekoracjach?
Proszę napiszcie, bo czasami się zastanawiam czy warto je robić,
czy lepiej tworzyć bardziej praktyczne przedmioty.

Serdeczności zostawiam dla wszystkich Odwiedzających
i zaczynam nadrabiać blogowe zaległości:))
Uściski przesyłam,
Alina


11 kwietnia 2020

Wielkanoc 2020

 Inna niż wszystkie moje poprzednie,
nietypowa,
wyjątkowo ciepła i słoneczna,
ale pełna lęku i niepokoju,
nadchodzi, jest tuż, tuż.


Wszystkim zdrowym i chorym,
wszystkim tęskniącym i tym, za którymi tęsknimy,
tym, którzy czują się samotni (nawet będąc razem),
oczekującym na lepszy czas
życzę zdrowych i spokojnych świąt Wielkiej Nocy.



W tym roku nie przygotowałam ani jednej kartki świątecznej,
ani jednej nie wysłałam.
Dekoracje świąteczne mam ubiegłoroczne i starsze.


Dom przystroiłam, to co zwykle upiekłam, to co zwykle ugotowałam.

Tą Wielkanoc przeżywam inaczej,
bo zdecydowanie bardziej duchowo.

Doceniłam to co mam, a przede wszystkim kogo mam, co zdobyłam i co wypracowałam.
Miałam czas na poukładanie myśli i różnych spraw, na które wciąż nie miałam czasu.
Ale to chyba  jak większość z nas. 

Pozdrawiam Was w tę wyjątkową Wielkanoc,
trzymajcie się ciepło i zdrowo:))
Alina



7 kwietnia 2020

Workoplecak

Co to takiego?
Kiedyś nad tym się mocno zastanawiałam.
Jak już rozpracowałam temat, to przyszło myślenie po co mi to?
Pierwszy workoplecak uszyłam szyjąc torby, jak zabrakło mi materiału na uszy.
Stwierdziłam, a co tam, uszyję, może komuś się przyda.
Przeleżał w szafie jakiś czas
i teraz przy dokładniejszych porządkach wpadł mi w ręce 
i zrodził się pomysł:
uszyję workoplecaki dla onkodzieciaków,
i dla moich wnuczek.
I tak zaczęło się szycie i powiem szczerze, jeszcze się nie skończyło.
Zacznę od upominków babci dla Poli i Julii.
Pierwszy otrzyma Pola, lat 3 i pół.



Poznajecie tego jeżyka?
To niespodzianka od Lidzi-Czarnej Damy. 
Pisałam o tym w poprzednim poście.


Ten workoplecak ma wielkość 30cm x 35 cm.
Myślę, że wielkość dobra dla małej przedszkolanki.

Drugi uszyłam dla Julii, wiek 7 i pól miesiąca.
Ktoś pomyśli, że zwariowałam.
Uważam, że nie, tylko uznałam, iż wychowawczo będzie dobrze,
by z okazji świąt obie wnusie otrzymały podobny upominek.
A ponieważ odnalazłam innego haftowanego  jeżyka
wykorzystałam go także do workoplecaka.




Ten plecaczek jest nieco mniejszy, ale i dziewusia mniejsza.

Na początku posta napisałam, że uszyję workoplecaki dla onkodzieciaków.
Akcja już jest znana na blogach, więc i ja dorzucę coś od siebie.
Na razie workoplecaczki w takim wydaniu;



Uszyłam już siedem, ale mam problem z kupnem  sznurków, 
toteż gotowy jest na ten moment jeden.
Może internet mi pomoże i zdążę na czas.


Bez sznurków mam także workoplecak z zajączkiem.


Do zdjęcia przewiązałam wstążką, tak tymczasowo.

Pokażę na koniec mój pierwowzór workoplecaka. 
Jest zdecydowanie większy, z grubszymi sznurkami.


Może będzie dobry dla jakiejś nastolatki.

Moi mili, ja w tym roku nieco inaczej przygotowuję się do świąt.
Siedzę w domu, trochę porządkuję mieszkanie i rękodzielnicze zasoby.
W pracy wykorzystuję to co mam, niczego nie kupuję.
Nie spotykam się z nikim, więc drobnych nawet upominków nie szykuję.
Myślę, że wkrótce sytuacja się zmieni i zmieni się moje podejście.

A do wystroju mieszkania wykorzystam dekoracje ubiegłoroczne.
Ale o tym w kolejnym poście.

Przesyłam wszystkim serdeczne pozdrowienia i uściski,
Alina




4 kwietnia 2020

No musiałam...

samodzielnie wyrzucić śmieci.
Wiem, że to żaden wyczyn, ale w dzisiejszej sytuacji
to jedynie słuszna możliwość wyjścia z domu na przysłowiowe 5 minut
bez spotykania innych osób.
Musiałam, no musiałam spojrzeć na słońce i poruszać nogami.
I udało się😊; śmieci segregowane wyrzucone, 
obiegłam blok wokół,
a przy okazji pstryknęłam zdjęcia mojemu króliczkowi.
Tempo działań miałam błyskawiczne.


Króliczka zrobiłam w wersji mini dla młodszej wnusi.
 Juleczka ćwiczy chwytanie i przekładanie z rączki do rączki, bo ma już ósmy miesiąc.
Uwielbia też tarmosić włosy lalek, myślę więc, 
że te uszka sprawdzą się przy jej początkowych zabawach.


Królisia zrobiłam z włóczki YarnArt w kolorze leciutkiego różu.
Ten róż jest tak delikatny, że tylko można go dostrzec gołym okiem.


Wysokość tego bawidełka to 17 cm.

Z tego dzisiejszego spaceru miałam dodatkową korzyść.
Dostrzegłam, że obok śmietnikowej altany rosną fiołki.
Nigdy wcześniej nie widziałam tam, tych wiosennych kwiatów, 
choć mieszkam tu osiemnasty rok i śmieci wyrzucam regularnie.
Ot, taka niespodzianka.


Kiedyś wynoszenie śmieci nie sprawiło mi tyle radości. 😉😂
A wszystko dzięki kwarantannie.

Dzisiaj jeszcze chciałam pochwalić się niespodzianką od Lidzi,
którą otrzymałam z okazji urodzin jej bloga.

Zdjęcie całego upominku nie nadaje się do pokazania, więc przedstawiam po kolei;
przydaśki i czekolada,


haftowany jeżyk i misiowy magnesik,


wielkanocne przydasie, a w nich fotelik na jajko
(wydmuszkę dołożyłam do zdjęcia)


Poniżej, fotelik jajkowy z bliska przedstawiam:



Na koniec zostawiłam maleńki majstersztyk Lidzi.
Jest to maciupki igielnik w łupinie orzecha.
Urocza praca, perfekcyjnie zrobiona.

(Serwetka od Janeczki, bardzo pasowała mi do zdjęcia)


Nie mogę wyjść z podziwu nad kreatywnością blogowej Czarnej Damy.
Wciąż mnie zaskakuje swoimi pracami, myślę, że innych też.


Lidziu, bardzo Ci dziękuję za te wspaniałości!
Cieszę się, że mogłam poznać Cię w tym blogowym światku,
a ponadto być posiadaczką Twoich wytworów. 🤗😍

W kolejnym poście pokażę jak wykorzystałam haftowanego jeżyka.

A teraz dziękuję wszystkim za odwiedziny, komentarze,
i do zaś Kochani,
uściski przesyłam,
Alina



31 marca 2020

Szydełkowe przemyślenia

Siedzę w domu, wiadomo nie od dziś i... szydełkuję.
Zaczęłam już dwie zabawki i trzy serwetki.
Jakoś myśli mam nieuczesane, ręce rozedrgane i co chwila zmieniam zajęcie.

Chciałabym coś ciekawego pokazać i nie wiem co.
Przedstawię zatem ostatnią ukończoną serwetkę i kilka swoich przemyśleń;



Serwetkę o średnicy 38 cm zrobiłam z kordonka niewiadomego mi pochodzenia.
W dotyku nieco przypomina mi sznurek, twardy trochę i szorstki. 
Praca z tym kordonkiem nie była zbyt przyjemna.
Ale po wypraniu, zblokowaniu i wyprasowaniu serwetka prezentuje się całkiem dobrze.
I tak chyba jest z większością kordonków i wszelkich nici z grupy tych cięższych w robocie.

Na zdjęciu z moją serwetką prezentuję kordonki z których najbardziej lubię szydełkować.
Oto one;


Czeska Snehurka i polska Kaja to kordonki mięciutkie i bardzo miłe w dotyku.
Robi się z nich przyjemnie, ale serwetki są zbyt wiotkie i wymagają mocnego usztywniania.

Chętnie też sięgam po kordonek Maxi albo Tradition DMC. 

Jednak muszę stwierdzić wyraźnie, że dla mnie numer jeden jest Muza 20. 👌 

Ale wiecie jak to jest, czasami ktoś coś sprezentuje, więc dziergam z tego co mam.

A w swoich zasobach mam nawet takie;


Te skarby mają chyba z 50 lat. 


A to cienkie nici do szydełkowania zwinięte w warkocz. 
Trudno je rozplątać, więc leżą i czekają.

I jeszcze jedne;


Kordonki z powyższych trzech zdjęć dostałam od koleżanek z przesłaniem:
"ty na pewno coś z tego zrobisz".

Pewnie zrobię, ale jeszcze nie dziś 
😏🤔😉


Co do szydełkowych zabawek to, najchętniej robię je z włóczki YarnArt typu jeans.


Ta włóczka ma w swym składzie 55% bawełny i 45% akrylu. 
Robi się z niej baaardzo przyjemnie, jest sprężysta i nie kosmaci się.
YarnArt typu ideal to 100% bawełny.
Ta jest zdecydowanie sztywniejsza.
I ostatnia to typowy akryl z lekkim połyskiem,
 który najchętniej wykorzystuję na lalkowe ubranka.

Na koniec zdradzę czym szydełkuję.
Na początku szydełkowej przygody miałam szydełka stalowe, cienkie,
które wymagały dodatkowej oprawy, by ręka się szybko nie męczyła. 
Potem sięgnęłam po szydełka teflonowane, 
aż wreszcie po te nowoczesne w ergonomicznej oprawie.
Najpierw były szydełka PONY;


A dziś chętnie robię szydełkami japońskimi Tulip Etimo rose.


Przy zakupie wyglądały tak:


Szydełka Pony i Tulip  Etimo rose szczerze polecam.
Dobrze układają się w dłoni, można nimi dłużej pracować,
 ich rączki są po prostu ergonomiczne.

Moi Drodzy, to tyle moich tajemnic z szydełkowego warsztatu.

Jeśli ktoś ma ochotę, to proszę podzielcie się swoimi doświadczeniami w szydełkowaniu.
Będzie mi niezmiernie milo poznać zdanie innych.

Pozdrawiam w ostatnich minutach marca,
dobrej nocy wszystkim życzę,
Alina



27 marca 2020

Powrót chwilowy

... do papierków.
Tak się przed sobą zarzekałam, że  nie będę próbować dłużej się uczyć,
a tu porządki w różnych kątkach rękodzielniczych
zachęciły mnie do wycinania i klejenia.

Takie cóś zmajstrowałam bawiąc się przy tym  wyśmienicie;


Liskowa grafika wołała do mnie by się nią zająć od razu, bez zwłoki. 😊

Kolejne karteczki zrobiłam pod wpływem inspiracji na blogu DIY,
gdzie Margotka pokazała kursik na kartki kopertowe.
Zachwycona nimi przygotowałam dwie: szara i różową.





Na koniec powiem tylko, że więcej nie będę się zarzekać "nigdy więcej",
bo wcześniej czy później i tak sięgam po coś czego się zarzekałam.
W kartkowaniu nie dogonię tych najlepszych, ale przecież w rękodziele nie zawsze o to chodzi.

Serdeczności zostawiam dla Was, dużo zdrowia i wielkiej wiary życzę,
do kolejnego spotkania blogowego,
Alina




21 marca 2020

Graj w zielone...

To temat wyzwania w  Klubie Twórczych Mam, w którym postanowiłam wziąć udział.

A moją propozycją w tym temacie jest szydełkowa żabka.


Moja żabka przysiadła na kamieniu, bo wiadomo z wodą to ostatnio ciężko.
Nie można wyjść z domu by zrobić zdjęcie nad jakimś zbiornikiem wodnym. 
Wymyśliłam więc sobie kamienie do sesji fotograficznej.


Zabawkę zrobiłam z włóczki YarnArt jeans szydełkiem nr 2.
Lubie tę włóczkę, bo jest przyjemna w dotyku i dobrze się z nią pracuje.

Do żabki miał dołączyć żabolek, by była para, ale włóczki zabrakło i jest wersja pojedyncza.
Miesiąc temu powiedziałabym sobie jaki to problem?
Ale dziś, to wyjście do pasmanterii stało się problemem.


Widzicie ten rumieniec nad zawadiackim uśmiechem?
Na ciele żabki trudno go było mi zrobić.


Żeby nie było tylko w otoczeniu kamyków, ostatnie zdjęcie żabki na tekturowym stołeczku.


Banerek wyzwania zostawiam;


i żegnam się cichym kum, kum...
......
.....
...

Na koniec zostawiam jeszcze smutną dla mnie wiadomość;
nieproszony ktoś, wkradł się w mój komputer
loguje się i zaczyna nawet mnie straszyć.
Mam mocny program antywirusowy, ale okazał się on tym razem za słaby.
Mam nadzieję, 
że w moim imieniu nie zostawia na Waszych blogach "dziwnych" czy obraźliwych komentarzy.
Jeśli tak jest, to przepraszam i wiedzcie, że to, tak naprawdę  nie ja. 
Chciałabym, by to wszystko szybko minęło.

Pozdrawiam moich Obserwatorów i Komentatorów,
do kolejnego spotkania,
Alina


PS   22 marca, godz.18
sytuacja z komputerem opanowana. Ufff...